Have a right is a little…

Mieć rację to niewiele – nawet stary nieczynny zegar dwa razy na dobę ma rację (Jean Cocteau)

Gazeta Małych i Średnich Przedsiębiorstw

Czy nie wtrącając się nadmiernie do realnej gospodarki polski rząd robi dobrze? Otóż moim zdaniem robi bardzo dobrze. Co do zasady, nigdy w strukturach rządowych nie znajdziemy ludzi najlepiej sobie na rynkuradzących. Tacy z definicji zawsze w pierwszym rzędzie będą szukali dla siebie miejsca na wolnym rynku. Bo i po cóż mieliby szukać takiego miejsca w administracji? Przecież z natury administracja nie jest od tworzenia ekonomicznej wartości dodanej, tworzenia nowych, uzasadnionych ekonomicznie, miejsc pracy czy kreowania nowych dóbr albo usług, a jedynie ma mądrze kierować bieżącym organizowaniem życia większych społeczności ludzkich, mądrze wydawać publiczne (bościągane poprzez podatki) pieniądze, zarabiane przecież nie przez agendy rządowe, tylko prywatną przedsiębiorczość. Nigdy ludzie będący politykami, a więc umiejący radzić sobie w strukturach społecznych, a nie gospodarczych, nie będą tak efektywni jak przedsiębiorcy, którzy codziennie muszą dobrze liczyć, aby następnego dnia mieć co liczyć! Przy czym w długiej perspektywie przedsiębiorca dobry, to przedsiębiorca, który na koniec dnia wciąż jest przedsiębiorcą radzącym sobie na wolnym rynku. W krótkiej perspektywie przypadkowość odgrywa zbyt istotną rolę – nie zapominajmy o przysłowiowym zepsutym zegarze, który raz na jakiś czas też potrafi pozornie mieć rację!

Wpadła właśnie w moje ręce świetna książka pod redakcją AnnyKarmańskiej o „Ryzyku w rachunkowości” (Difin 2008). Wydawałoby się rzecz wąsko specjalistyczna – rachunkowość. Niekoniecznie. Jest to przecież odzwierciedlenie realnych procesów gospodarczych, zapis tego, co dzieje się non stop wokół nas. A ryzyko? Przecież robiąc cokolwiek ponosimy związane z tym ryzyko. Ono potrafi się materializować niespodziewanie i wtedy, gdy jest to dla nas najmniej dogodne. Aczkolwiek wciąż uciekamy od zrozumienia jego istoty. Autorzy książki cytują niejednokrotnie myśli aktualnych dzisiaj, jak np. za AlbertemSzent-Gyorgyi o badaniach, aby patrząc na to, co widzieli już inni, dojrzeć coś, czego inni nie dostrzegli. Czy w procesach gospodarczych można zauważyć pewne prawidłowości? A jeśli tak, to czy pomoże to ustrzec się błędów? Choćby wyprowadzić gospodarkę z dzisiejszej zapaści? Niestety parę stron dalej za Gottfriedem von Leibniz możemy dojść do wniosku, że prawidłowości, które co prawda mają swoje źródło w powtarzalności zdarzeń, lecz stosują się tylko do większości przypadków, nie są w pełni uniwersalne i zawsze prawdziwe. Indywidualne rozwiązania są wciąż istotą rzeczywistości. Czy urzędnicy rządowi lub kierujący nimi politycy są w stanie takie indywidualne rozwiązania znaleźć? Nie sądzę. To rola przedsiębiorców – tylko wypadkowa ich działań pozwoli nam wszystkim wyjść „na prostą”. Być może to właśnie nadmierna ingerencja polityków w gospodarkę w tzw. wolnym świecie (bo zawsze taką pokusę ci politycy mieli – to przecież tylko ludzie, a do św. Tomasza z Akwinu trochę im daleko) doprowadziła do obecnego spowolnienia gospodarczego? Może zapomnieli, że pewniki jednej epoki stają się problemami epoki następnej? (to także przypominają autorzy wspomnianej książki za R.H.Tawneyem). Czy politycy poprzednich ekip rządowych w krajach najbardziej dotkniętych obecnym kryzysem nie mieli jak najbardziej ewidentnego interesu (i to nie tylko politycznego w sensie próby dłuższego utrzymania się u władzy) w tym, aby gospodarki zaczęły pędzić do przodu bez zwracania uwagi na jakiekolwiek ryzyko z tym związane? Czy nie przypominało to bolidów Formuły I pozbawionych hamulców i z kierowcami, którzy nie przeszliby nigdy, nie będąc tego świadomymi, testów trzeźwości? Kogo taka sytuacja obciążałaby najbardziej? Kierowców czy szefów stajni? A obecnie wyrzuca się tych kierowców, pozwalając szefom „stajni” na kolejne eksperymenty. Wolałbym, aby poczytano trochę więcej przed podjęciem jakichkolwiek decyzji. Problem w tym, że jeśli ci politycy w ogóle czytają, to z reguły nie to, co odzwierciedla realne przebiegi gospodarcze, a raczej to, co odzwierciedla ich wyobrażenie o rzeczywistości. Proszę powiedzieć: ilu polityków poradziłoby sobie w realnej gospodarce, gdyby nagle musieli z niej wyżyć, bo polityki by im zabroniono? Obawiałbym się rzezi niewiniątek. W tym przypadku niewiniątek w cudzysłowie. Natomiast, gdyby nagle polityków zabrakło ikazanoby przedsiębiorcom wziąć się za politykę, obawiam się, że wszyscy pochowaliby się jak najdalej, aby tylko nie musieć tracić na to czasu. Przecież to nic specjalnie dla nich produktywnego. Pytanie, czy także nie dla społeczeństwa? I co w tym wszystkim jest najgorsze? Ano to, że jakby złym systemem nie była demokracja parlamentarna, i jakby kosztownym systemem ona nie była, to ludzkość niestety nie wymyśliła jeszcze nic lepszego. A więc cieszmy się z demokracji, jednak nie pozwólmy politykom nadmiernie ingerować w gospodarkę, aby nie skończyło się to tym, że i oni za chwilę nie będą mieli czego włożyć do garnka. Bo wbrew twierdzeniom niektórych „klasyków” polskiej myśli politycznej, nie każdy rząd jest w stanie sam się wyżywić. Do tego też trzeba mieć trochę zmysłu przedsiębiorczości.