In politics, nothing happens without a reason…

W polityce nic nie dzieje się bez przyczyny, natomiast często – bez skutku – John Gunther

Każdemu z nas wydaje się, iż świetnie zna otoczenie, w którym funkcjonuje – jest Panem sytuacji i niewiele potrafi go zaskoczyć. Prowadzona przez wielu z nas działalność gospodarcza nie tylko przesłania nam rzeczywistość społeczną czy punkt widzenia innych osób, które nie prowadzą działalności gospodarczej, ale też determinuje nasze własne otoczenie, ludzi, którymi się otaczamy czy też czynności, którym się na co dzień oddajemy. W związku z tym nie zawsze zauważamy to, co innym wydaje się oczywiste, a wielokrotnie jest – obiektywnie rzecz biorąc – oczywiste. Dlatego warto raz na jakiś czas zmienić punkt widzenia, postawić się w sytuacji innej osoby i znaleźć się w butach innej osoby, jak mawiają Anglosasi. Wówczas łatwiej jest zrozumieć nie tylko rzeczy dziejące się w danym momencie, ale też uzmysłowić sobie to, co może wydarzyć się za chwilę. Możliwe staje się wtedy także zrozumienie tego, że nie wszystko na świecie dzieje się tak, jak nam się wydaje, iż się dzieje.

Sferą życia, którą z reguły najbardziej krytykujemy, od której pozornie stronimy, a która jest ze wszech miar obecna w naszym życiu, i która na to życie wywiera niesłychany wpływ jest polityka. A więc także politycy, spośród których niewielu rozumie, że polityka jak bieg sztafetowy, w którym jedna generacja przekazuje rozmaite problemy następnej generacji, jak ujął to Henri Troyat. Doskonale rozumiał to także Werner Finck, który zauważył, że polityka tym jedynie różni się od polowania, iż czas odstrzału jest nieograniczony. Nie ma początku i końca zjawisk – jest tylko początek i koniec polityków. Inny autor, Brytyjczyk Malcolm Muggeridge, przypomniał w ubiegłym wieku, iż w polityce jest jak w matematyce – nawet zera mogą być wartościowe, jak umieści się je na właściwym miejscu. Gdyby polscy politycy byli bardziej oczytani, Daj Boże lepiej wykształceni, mogliby takie stwierdzenia bez wątpienia wykorzystać w prowadzonej na forum publicznym dyspucie.

W polityce jest jak w biznesie – nawet najlepsze chęci i pomysły nie wystarczą, jak brakuje kontynuacji lub dobrze przygotowanego przedpola. Bardzo często zastanawiamy się, czy aby na pewno przetaczające się przez USA problemy nie zagrożą w większym stopniu także naszej gospodarce. Wielu komentatorów, ba nawet ważnych polityków, twierdzi, że polska gospodarka ma się tak dobrze, że nam nic niedobrego nie grozi. To, że brakuje im zdolności do głębszego zastanowienia się nad sensem wypowiadanych słów, to jeszcze nic nowego. Do tego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Gorzej, że osoby te nie są w stanie rozejrzeć się wokół, wyjść choćby na chwilę poza własną sferę, pewien mikroświat, w którym na co dzień żyją. Michael Steward podkreślał, że polityka polega w dużym stopniu na umiejętności wybrania z dwóch kłopotów – mniejszego. Ale jak to zrobić, jak nie ma się nawet świadomości istniejących wokół alternatyw.

Świetnym doświadczeniem dla mnie było zapoznanie się z artykułem o Polsce, który ukazał się w jednym z marcowych wydań brytyjskiego „The Economist”. Było to o tyle inspirujące, co niespodziewane. Nie szukałem tego artykułu, ba, przed przypadkowym natrafieniem na niego nawet nie wiedziałem, że będzie opublikowany. Po prostu całkowicie umknęło mojej uwadze cokolwiek, co na ten temat „The Economist” zapowiadał wcześniej. Tym bardziej był to szok. Ale jak już zacząłem go czytać, przestałem dopiero po ostatnim zdaniu. Zupełnie inne spojrzenie na polską rzeczywistość – bez emocjonalnego zacietrzewienia, bez ślepej wiary w to, co samemu się robi we własnym kraju i bez jakichkolwiek lokalnych uwarunkowań. Idealnie z zewnątrz. Warto, aby polscy politycy częściej spoglądali z zewnątrz na samych siebie. Emil Zola napisał, że w polityce cała sztuka polega na tym, aby mieć dobre oczy i umieć wykorzystać ślepotę innych. Ilu spośród nas, nie tylko polityków, ma tego świadomość? Kogo tak naprawdę interesuje tego typu punkt widzenia z oddali? Nie tylko z blisko można coś dostrzec. Często tylko z oddali pewne obrazy układają się w całość. Kto z Państwa wie, że prawie już idealne obrazy telewizyjne i rzeczy oglądane na komputerowych monitorach składają się z wielu drobnych, z osobna nic albo niewiele znaczących, punktów?

Koniec końców, warto podsumować za Haroldem Wilsonem, skądinąd doświadczonym praktykiem, że polityka – będąc sztuką możliwości – w swoim najlepszym wydaniu jest przede wszystkim sztuką świadomości niemożliwości.

Ale zaraz, rozprawiałem cały czas o polityce. Czy aby na pewno? Czy te wszystkie słowa nie mają także zastosowania do biznesu? Czy wszyscy Państwo w swoich codziennych zmaganiach z rzeczywistością nie znajdują odzwierciedlenia tego, co z pozoru dotyczy polityki? A może dotyczy to polityki, ale dopiero w drugim, pewnie mniej dla nas wszystkich ważnym planie?!