When someone says that it’s not about money, but about rules

Kiedy ktoś mówi, że nie chodzi o pieniądze, tylko o zasady, to wiedz, że chodzi o pieniądze (Frank McKinney Hubbard)

Gazeta Małych i Średnich Przedsiębiorstw, październik 2008

Czy powinniśmy jak najszybciej przyjąć wspólną europejską walutę? Tak, jestem tego zdecydowanym zwolennikiem. Jeśli bieżące wydarzenia gospodarcze nie nauczyły jeszcze odpowiedniego szacunku dla tego codzieje się w świecie w skali globalnej, to zaleciłbym takim osobom przyjrzenie się bliżej temu, co dzieje się i będzie się działo za chwilę w sąsiedniej Słowacji. To kolejna narodowa gospodarka, która konsekwentnie – pomimo wielu wewnętrznych rozterek, dyskusji i kłótni – dąży do pełnego otwarcia się na świat i przyjęcia tego co dobre oraz przygotowania się do odparcia tego co złe. Jeśli nie cenimy tego co ktoś nam mówi, zajrzyjmy do sąsiadów mówiących niewiele różniącym się językiem, popatrzmy na wyniki przyszłorocznych rywalizacji Polski i Słowacji o różnych regionalnych, ale i globalnych inwestorów – pomimo znacznej przewagi naszego kraju w sensie intelektualnym, bo w to wierzę niezłomnie, możemy zacząć przegrywać coraz więcej inwestycji zagranicznych, możemy też tracić entuzjazm naszych lokalnych, polskich firm, które chętniej będą inwestować w obszarach gospodarczych o mniejszej skali ryzyka, także kursowego. Dziś nie ma już żadnego znaczenia, gdzie inwestujemy i skąd jesteśmy – liczy się efektywność.

Mam właśnie przed sobą aktualne wydanie „The Economist”. Jest w nim dodatek poświęcony globalizacji – na marginesie coraz mniej w nim ogłoszeń firm z tzw. starej Europy – coraz więcej z Azji (Indie, Malezja, Turcja). Świat się zmienia – coraz mniej liczy się przeszłość, coraz więcej przyszłość. Życie przeszłością, rozpamiętywanie historii dobre jest tylko w sensie wychowawczym – nic właściwie nie znacząc w odniesieniu do bieżącego komfortu życia. Nieliczne osoby, które przedkładają świadomość nad byt, aby użyć tego popularnego określenia muszą przecież trwać, muszą codziennie zaspokajać swoje podstawowe człowiecze potrzeby. A więc też nie są im obce ludzkie dylematy dnia codziennego. Nie da się rozwiązać tych dylematów poprzez ustawiczne wracanie do historii, gloryfikowanie heroicznych, ale jednak oderwanych od dzisiejszej rzeczywistości czynów. Twarda, często niesprzyjająca i przykra, ale jednak rzeczywistość – przed nią nie uciekniemy. Zmierzmy się z nią, dajmy sobie i przyszłym pokoleniom szansę na lepsze życie. Wspólna waluta może nam to umożliwić. Jeśli już tak bardzo niektórzy z nas chcieliby posiłkować się historią – co w sensie edukacyjnym i wychowawczym nie jest pozbawione sensu, to spójrzmy na pozytywne efekty wprowadzania wspólnego pieniądza w zamierzchłych czasach scalania wielu państw w Europie. Jeśli wielokrotnie już sprawdzało się to jako jeden z instrumentów umożliwiających tworzenie większych, sprawniejszych organizmów państwowych – również wielonarodowych – to dlaczego teraz miałoby to nie spełnić podobnych funkcji?

Czy obecny kryzys na rynkach finansowych został wywołany wspólnym pieniądzem? Absolutnie nie. Przeciwnie – gdyby w Europie nie zdążono wcześniej skutecznie tego wspólnego pieniądza wprowadzić – skutki kryzysu w UE, a więc także w Polsce, byłyby znacznie bardziej dolegliwe. Mamy do czynienia ze spektakularnym bankructwem idei tworzenia czegoś z niczego – bo czymże innym są („są” w sensie przenośnym!) zaawansowane instrumenty finansowe, którymi próbowano nas mamić przez wiele ostatnich lat? Raz jeszcze okazało się, że konsekwentna praca u podstaw zawsze się w długiej perspektywie opłaca. Próby czerpania maksymalnych korzyści z teraźniejszości – wbrew zdrowemu rozsądkowi – kolejny raz spaliły na panewce. Błysk w oku jest dobry, ale na początek. Nawet w finansach, nie mówiąc o realnej gospodarce. Solidnie zakasane rękawy i wytrwałość – to liczy się najbardziej. Nawet jeśli dzięki fałszywie populistycznie nastawionym politykom, dopiero w 2015 r. wejdziemy do strefy Euro, czy wręcz jeszcze później, dalsza przyszłość pokaże, że samo wejście, obojętnie w którym roku, jest jak najbardziej uzasadnione. Tego faktu nie zmieni opóźnienie nawet kilkunastoletnie – będzie się liczyć ostateczny rezultat.Tak więc nie załamujmy rąk – próbujmy wciąż i wciąż. Prędzej czy później poprawimy swój los. A wówczas ze znacznie bogatszą i dojrzalszą, świadomością będziemy mogli zająć się już tylko i wyłącznie wznioślejszymi celami, do których osiągnięcia nie będą nam potrzebne takie cechy, jak umiejętność prowadzenia pojazdów czy znajomość realiów użytkowania konta bankowego.