Nie chcę kradzionego zwycięstwa

Nie chcę kradzionego zwycięstwa – Aleksander Macedoński

Czy w życiu liczy się tylko efekt, czy też sposób w jaki ten efekt osiągnęliśmy? Zapewne gdyby zebrać w jednym miejscu co najmniej kilku przedsiębiorców i do tego jeszcze z różnych branż, to nie udałoby się dojść w takiej sprawie do porozumienia. Być może nawet bylibyśmy zaskoczeni, jak wielu przedsiębiorców przystałoby na „kradzione zwycięstwo” – nienależny im, w sensie nie osiągnięty własnym wysiłkiem i pracą, sukces. Cóż, w życiu coraz częściej liczy się to, co widać na zewnątrz, a nie to co się za tym kryje.

Całe szczęście istotnym elementem naszego życia pozostaje wciąż czas – upływający nieubłaganie, ale przez to weryfikujący nieubłaganie nasze życie. Wraz z biegiem każdej godziny i każdego dnia, rzeczy nabierają znaczenia lub to znaczenie tracą. Zjawiska poddawane są próbie czasu, nikt nie jest w stanie przeciwstawić się otaczającej nas zmienności świata. Każda przysłowiowa kradzież prędzej czy później ujrzy światło dzienne. Również w gospodarce czy polityce. Tak niedawno jeszcze obserwowaliśmy znakomite przedstawienie w teatrze absurdu, jakim jest – i pewnie długo będzie – polityka.

Koncentrujący się na swoich własnych problemach mentalnych rząd, nie zajmujący się właściwie tym, do czego został powołany, przypadkowi parlamentarzyści cieszący się z dobrze opłaconego sukcesu wyborczego, osiągniętego również dzięki okradzeniu wyborców z głęboko ukrytych marzeń o lepszej przyszłości. To wszystko całe szczęście mamy już daleko za sobą. Spektakl został nieoczekiwanie dla większości jego aktorów, prawdopodobnie też wbrew woli zarówno reżysera, jak i dobranych przez niego suflerów, przerwany, zanim jeszcze na dobre się rozpoczął.

Rozważania o kolejnych aktach zostały przez los zręcznie, choć w sposób niezamierzony przerwane, gdyż już przed antraktem okazało się, że widzowie zaczynają żądać zwrotów za bilety. Ba, zaczynają oddawać nawet te, które rozdano za darmo! Można by rzec, że jednak nie zawsze sprawdza się to, co Filip Macedoński (ojciec Aleksandra Macedońskiego) powiedział o twierdzach. A mianowicie, że nie ma twierdzy nie do zdobycia. Wystarczy tylko, jeśli taka twierdza ma boczną furtkę zdolną przepuścić osła załadowanego złotem. Jednak okazało się, że nie zawsze i nie wszyscy potrafią znaleźć taką boczną furtkę do parlamentu czy rządu. A może chciałbym, aby tak było, bo tych furtek jest po prostu coraz mniej!? Syn Filipa, zwany zapewne nie bez kozery Wielkim, osiągnął w swoim życiu wiele zwycięstw, których nikt mu nie wydrze, a nawet nie zamierza wydrzeć i nikt nie zarzuci przypadkowości czy nie zacznie przekonywać wszem i wobec, że zwycięstwa były niezasłużone. Charakter Aleksandra Wielkiego świetnie oddaje jego reakcja na propozycję złożoną mu podczas oblegania perskich miast (Tyr, Issus) przez przedstawicieli (notabene zwanymi posłami) perskiego króla Dariusza, aby w zamian za odstąpienie od oblężenia, uwolnienie rodziny perskiego władcy i zawarcie pokoju przyjął znaczną część perskiego królestwa, nawet wszystkie ziemie na zachód od Eufratu. Jeden z najważniejszych i najbardziej doświadczonych generałów Aleksandra Wielkiego – stary Parmenion – podpowiedział swojemu władcy, że gdyby sam był Aleksandrem Wielkim, to propozycję perskiego króla przyjąłby, gdyż to dobra propozycja. Wiele miesięcy później, gdy Aleksander pokonał Persów, odniósł się do porady Parmeniona. Odpowiedział swojemu (bardzo skutecznemu zresztą w wojennym rzemiośle, odnoszącemu wiele spektakularnych sukcesów) doradcy, że gdyby wówczas był Parmenionem, to by taką propozycję przyjął. Ale był Aleksandrem Wielkim!

W życiu często otrzymujemy propozycje dogadania się z kimś, ułożenia spraw tak, aby „wszystkim było wygodnie”. Czy aby na pewno składającemu taką propozycję chodzi także o naszą wygodę? A nawet jeśli tak, to czy taka osoba potrafi rzeczywiście ocenić co nam potrzeba do osiągnięcia takiej wygody? Może my sami nie potrafimy tego prawidłowo ocenić, a co dopiero obca osoba! Proszę zwrócić uwagę, że w naszym poprzednim teatralnym przedstawieniu, jeden z potencjalnych aktorów, któremu oferowano poboczną, drugoplanową rolę w kontrowersyjnej zresztą sztuce, konsekwentnie odmawiał wejścia na scenę. I co się wydarzyło później? Otóż w kolejnym przedstawieniu, najprawdopodobniej znacznie dłuższym i mającym istotne szanse na długie bisy, stał się jedną z pierwszoplanowych postaci! W życiu trzeba znać swoje miejsce, obojętnie czy w szeregu czy poza nim. Jednak czas jest równie ważny. Może ważniejszy?