Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy – Marek Grechuta

Bardzo mi w pamięć zapadł tytuł, który dostrzegłem pod koniec kwietnia na pierwszej stronie Financial Times – najbardziej moim zdaniem wartego czytania, wyważonego dziennika ekonomicznego na świecie, a mianowicie ”Czego będzie nam najbardziej brakowało, jak już kryzys się skończy”. Właśnie, nic przecież nie trwa wiecznie. Także kryzysy przychodzą i odchodzą. Tak jak wielu z nas nie było w ogóle w ub.r. przygotowanym na nadejście jakiegokolwiek załamania gospodarczego, nie mówiąc już o tak poważnym kryzysie gospodarczym, z jakim wciąż mamy do czynienia. Czy kryzysie tylko gospodarczym? Na pewno nie. Jeśli już kryzys, to na pewno także zaufania. Tak, kryzys zaufania przede wszystkim. Nie tylko między naszym (na pewno naszym?) Prezydentem a Premierem, ale też np. na rynku międzybankowym, dzięki któremu to kryzysowi wielkie światowe grupy finansowe stanęły w IV kwartale ub.r. Wręcz na krawędzi katastrofy, a w wielu takich grupach obecnych także na naszym rodzimym rynku wciąż dokonywane są zwolnienia personelu i szykowane następne. Niektóre z tych grup finansowych zrobiły nawet w swoim rozwoju kolejny krok naprzód – tym razem w przepaść. Ów mityczny w ludzkiej mentalności, ale niestety w realnej gospodarce rzeczywisty kryzys objawił się w pierwszej kolejności w codziennych relacjach między ludźmi. Pytanie tylko, czy zdecydowała o tym zbytnia pazerność i niedostosowanie rozmiarów tej pazerności do realnych możliwości gospodarki światowej i jej poszczególnych rynków? Nie wykluczałbym takiego scenariusza, w którym to nie gospodarka, a „przegrzane” na swoisty sposób ludzkie umysły jako pierwsze pękły w sensie emocjonalnym. Po prostu nie wytrzymały tego wszechogarniającego napięcia, wręcz zaślepienia powodowanego chciwością, pociągając następnie w nie tylko innych ludzi, ale i zarządzane przez tychże ludzi mniejsze i większe organizmy gospodarcze.

Oscar Wilde, grzeszny jak większość z nas, doskonale wiedział, że jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest jej ulec. Tak więc wielu świetnych skądinąd przedsiębiorców, do czasu świadomie potrafiących zresztą mądrze panować nad swoimi nieokiełznanymi w efekcie końcowym emocjami, w końcu niestety uległo ”ciemnej stronie mocy”, nie potrafiąc ostatecznie konsekwentnie zarządzać swym jestestwem ”popłynęli”, tym razem bynajmniej już nie ku większym bogactwom, trwając w ekstazie. Cóż, stało się. Także Paulo Coelho pisał, że tragedie zdarzają się wszędzie. Zdarzają się i koniec. Trzeba zapomnieć o strachu, jaki wywołały i rozpocząć odbudowę. Iść do przodu.

Jeszcze chwila, jeszcze parę miesięcy, a powtórnie zatęsknimy do początków kryzysu. Dobrze zapadłego w pamięć ożywczego opamiętania, zrozumienia własnej niemocy, ale i paniki przed utratą tego co wokół. Czas zapewne zajrzeć i do Seneki, zwłaszcza przypomnieć sobie i swoim współpracownikom, iż czas upadku na samo dno te też czas, kiedy od tego dna można się odbić. Oczywiście pod warunkiem, że po upadku na, jak nam by się wydawało, samo dno nie usłyszymy nagle pukania w to dno od dołu. Bo i to może być! Tak jak my najpewniej upadliśmy niżej niż wielu innych, tak samo inni upadli jeszcze niżej niż by nam się mogło wydawać, że upaść można. A nade wszystko pamiętajmy, że tak czy inaczej nie powinniśmy za bardzo narzekać na swój los. Jakby nam źle nie było, zawsze należy obawiać się zmienników! Jeśli jako społeczeństwo mamy się rozwijać, co więcej na pewno chcemy się rozwijać (ja przy najmniej na pewno), to musimy to robić w warunkach daleko posuniętej konkurencji. Bez konkurencji rychło zgnuśnielibyśmy w głupim zachwycie nad samym sobą. Warto nie tylko innym, ale i sobie samemu w głębi duszy powtarzać za Stanisławem Jerzym Lecem, że lepsza obsada odgrywanych przez nas w życiu ról znaleźć się może w każdej chwili. Być może już w tej chwili, kiedy czytasz drogi Czytelniku Gazety MSP te słowa, ktoś czeka na zwolnienie przez nas miejsca na scenie. Ktoś jeszcze bardziej głodny niż my i jeszcze bardziej skąpo ubrany.

Wydaje się po raz kolejny, że filozofia złotego środka jest tym, czego zwłaszcza dziś potrzebujemy. Ale właśnie zwłaszcza dziś, a nie tylko i wyłącznie dziś. Genialny Amerykanin, wielu z nas znany jedynie ze swojego wizerunku na amerykańskich środkach płatniczych, Benjamin Franklin, odnosząc się do tak zawsze deficytowego dobra, jakim jest czas, stwierdził, że kochając życie nie należy czasu tracić bez zastanowienia, bo wszak z czasu życie się składa. No tak, czas się podnieść i zakasać rękawy – tego nikt nie zrobi za nas. Chyba że zakasze własne rękawy i spróbuje coś zbudować. Ale to coś będzie dla Niego i na naszych zgliszczach.

Zawsze, podobnie jak Coelho, trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jakiś etap w życiu. Jeśli był rozczarowaniem – nie należy go balsamować, prędzej spalić, tak jak czynił to Mark Twain. A jeśli był ciemnością, to zamiast ją przeklinać, lepiej – naśladując Konfucjusza – poszukać świeczki, nawet maleńkiej. Bo ważne jest kilka tych chwil, na które czekamy. Jak w poezji śpiewanej Grechuty.